Niczym ptaszek w klatce

Narodowość, obywatelstwo dwie niby tak podobne sprawy dotyczące naszej tożsamości, ale w rzeczywistości nieustannie mylone i nieumiejętnie tłumaczone.

Ktoś może stwierdzić, że w obecnym czasie skoro jesteśmy częścią Unii Europejskiej, to możemy śmiało nazywać siebie Europejczykami. Niezbyt nam to pomogło w czasie pandemii. Sprawa obywatelstwa osób pochodzących z mniejszości narodowych do dziś jest nieuregulowana na wielu płaszczyznach. Mając lekcję z osobą, która zajmuje się polityką zagraniczną, w pełni uświadomiłam sobie, że nawet w obecnych czasach kwestia podwójnego obywatelstwa jest nierealizowana tak, jak moglibyśmy zakładać.

Według polityki migracyjnej RP z dnia 10 czerwca 2019 roku: ,,Ustawa przyjęła zasadę dopuszczalności wielości obywatelstw przy utrzymaniu bezwzględnego priorytetu obywatelstwa polskiego, co oznacza, że obywatel polski może posiadać równocześnie obywatelstwo państwa obcego, ale nawet wówczas nie może wobec władz polskich powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równocześnie obywatelstwo obce lub na wynikające z niego prawa i obowiązki. Przy nabyciu obywatelstwa polskiego ustawa nie przewiduje wymogu zwolnienia z posiadanego dotychczas obywatelstwa obcego.’’ Więc niby można mieć podwójne obywatelstwo, ale lepiej niech drugie państwo o tym nie wie. Dla mnie kwestia nie do pojęcia. W terenie przygranicznym, gdzie wiele rodzin została sztucznie rozdzielona granicą, do dziś mają obywatelstwo tego kraju, w którym przyszło im mieszkać.

Studiując w Krakowie czy to w Zielonej Górze, zawsze traktowano mnie jak obcokrajowca ze względu na mój dowód czy paszport czeski. Sprawa narodowości nie została wzięta pod uwagę nawet podczas rozmowy z osobą pracującą w szkole językowej w RC, która stwierdziła, że skoro mam w dowodzie napisane, że jestem obywatelką Czech, to automatycznie jestem Czeszką i nie mogę być rodzimym użytkownikiem języka polskiego… Co za zamieszanie i nieumiejętne rozróżnienie dwóch kwestii. Cała sprawa wyszła na jaw podczas przeprowadzania przeze mnie audytu językowego dla osoby, którą po wypowiedzeniu zaledwie paru słów, zapytałam, po co mu certyfikat, skoro jest rodzimym mówcą. I jak tu oceniać osobę, która mimo że urodziła się w RC, mówi po polsku płynnie, bezbłędnie i stosując wszelkie wymagania polskiej wymowy bez naleciałości żadnej gwary. Nie dziwota, skoro z mamą mówiła po polsku, a z ojcem po czesku.

Owo pomieszanie z poplątaniem kwestii tożsamości nie tylko na Zaolziu wzięło górę podczas sytuacji, która po raz pierwszy w życiu zaskoczyła mnie. Pamiętam czasy, kiedy staliśmy w kolejce na granicy, przeszukiwali nam bagażnik i pytali, czy wieziemy ziemniaki. Ale to, że nie można było przejść swobodnie przez granicę, od której dzieli mnie tak naprawdę parę kilometrów, było dla mnie nad wymiar dziwne i dające wiele do zastanowienia się. Wszystko jest zrozumiałe, że choroba może się rozprzestrzeniać wraz z ruchem transgranicznym. Ale już nie do pojęcia była manipulacja, że jednych puszczą, a innych nie.

Słuchając opowieści moich uczniów o tym, jak utyskują za normalnym przejazdem, możliwością współpracy z Polską, wyjazdu chociażby na zakupy czy do swej rodziny, rodziło się we mnie uczucie, a co jeśli tak będzie na zawsze. I znów wróci to, co tak hucznie świętowano podczas wejścia do Strefy Schengen.

W ubiegłym tygodniu wsiadłam więc na rower i przekonałam się na własne oczy, jak to z tą granicą naprawdę jest. Wiśniewski śpiewając ,,Keine Grenzen’’ pasowałby do tej sytuacji jak ulał. Jadąc do Godowa po paczkę z podręcznikami dla mych uczniów, panowie policjanci pokiwali głową, że mogę. Nie mieli siły nawet wyjść z samochodu, bowiem upał dawał się we znaki. Za to w drodze powrotnej nie omieszkali zapytać, gdzie byłam…No cóż, Honolulu to nie było;) Ale rozumiem pełną powagi sytuację pandemiczną i przyjełam ich słowa pełne troski obiecując, że będę wyjeżdżała tylko w ważnej sprawie. No taką dla mnie jest uczenie innych nie tylko języka polskiego, ale przekazywanie informacji na temat aktualnej sytuacji sąsiednich państw. W tym momencie moje obywatelstwo czeskie sprzyjało sytuacji, ale podjęłam już decyzję. W tak niepewnych czasach, lepiej mieć dwa a nie jedno obywatelstwo, skoro mam do tego prawo. Choć o tym, żeby być tzw. native speakerem nie decyduje to, gdzie mieszkasz;) c.d.n.